Ustawa o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu

Elżbieta Liberda        23 kwietnia 2026        Komentarze (0)

Idą rewolucyjne zmiany.

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu. 

Dzięki tej regulacji osoby żyjące w związkach nieformalnych zyskają możliwość kształtowania wzajemnych praw i obowiązków w sferze majątkowej, rodzinnej oraz osobistej, dzięki zawarciu umowy cywilnoprawnej przed notariuszem.

Przepisy zwiększą ochronę osób tworzących niesformalizowane związki, niezależnie od płci., ale wciąż nie będzie to taka ochrona jaką daje małżeństwo.

 

Najważniejsze rozwiązania

  • Osoby, które ukończyły 18 lat, bez względu na płeć, będą mogły zawrzeć przed notariuszem umowę cywilnoprawną o wspólnym pożyciu.

Umowa taka zostanie zarejestrowana w urzędzie stanu cywilnego. Dzięki temu uzyskany zostanie status osoby najbliższej w związku.

 

  • Umowa o wspólnym pożyciu umożliwi:
    • wybór wspólności majątkowej, dzięki czemu osoby w związku zyskają możliwość wspólnego rozliczania się PIT (po pełnym roku podatkowym)
    • zwolnienie z podatku od spadków i darowizn;
    • uzyskanie prawa do korzystania ze wspólnego mieszkania;
    • nadanie drugiej osobie uprawnień do dostępu do informacji i dokumentacji medycznych;
    • uzyskanie pełnomocnictwa do działania w imieniu drugiej osoby przed sądami i administracją publiczną;
    • uprawnienia dotyczące m.in. ubezpieczenia zdrowotnego, renty rodzinnej, prawa do pochówku oraz zasiłku opiekuńczego;
    • ustanowienie obowiązku alimentacyjnego w przypadku rozwiązania umowy;
    • dziedziczenie testamentowe.
    • w ramach umowy o wspólnym pożyciu nie będzie możliwa wspólna adopcja dzieci.
    • nie będzie  możliwe przysposobienie dziecka drugiej strony.
  • Umowa o wspólnym pożyciu będzie mogła zostać rozwiązana bez postępowania sądowego, na podstawie oświadczeń złożonych przed notariuszem.

 

Nowe przepisy mają wejść w życie 1 stycznia 2027 roku.

 

 

Wykup mieszkań lokatorskich zagrożony. Koniec z bonifikatami.

Elżbieta Liberda        23 kwietnia 2026        Komentarze (0)

Koniec taniego wykupu mieszkań komunalnych?
Przez lata wielu najemców mieszkań komunalnych żyło w przekonaniu, że jeśli mieszkają w lokalu odpowiednio długo, prędzej czy później będą mogli go wykupić z dużą bonifikatą.
Dziś ten model zaczyna się chwiać.
W Sejmie procedowane są rozwiązania, które mogą uderzyć zarówno w osoby liczące na preferencyjny wykup mieszkania komunalnego, jak i w dotychczasowe zasady ochrony lokatorów.
To nie jest drobna korekta przepisów. To potencjalna zmiana filozofii myślenia o mieszkaniach komunalnych.
Zamiast dalszej sprzedaży lokali z preferencjami dla najemców ustawodawca coraz wyraźniej zmierza w stronę ochrony zasobu publicznego.
Z perspektywy gmin to logiczne.
Z perspektywy najemców często bardzo bolesne.
I właśnie dlatego warto oddzielić fakty od obiegowych opinii.
Mieszkanie komunalne to nie bilet do własności.
Największy mit, jaki wciąż funkcjonuje wokół mieszkań komunalnych, brzmi mniej więcej tak: „mieszkam tu od lat, więc mam prawo wykupić lokal”.
Nie, samo długoletnie zamieszkiwanie nie daje automatycznego roszczenia o sprzedaż mieszkania.
Obowiązujące przepisy przewidują jedynie pierwszeństwo w nabyciu lokalu dla najemcy, którego najem został zawarty na czas nieoznaczony. Ale to pierwszeństwo działa dopiero wtedy, gdy gmina w ogóle zdecyduje się lokal sprzedać. Jeśli gmina nie przeznacza lokalu do zbycia, najemca nie może jej do tego zmusić.
To bardzo istotna różnica.
Prawo pierwszeństwa nie jest tym samym co prawo żądania sprzedaży. Najemca może skorzystać z uprzywilejowanej pozycji tylko w sytuacji, gdy gmina otworzy procedurę sprzedaży. W przeciwnym razie pozostaje najemcą, a nie przyszłym właścicielem „w kolejce do podpisu”.
Orzecznictwo sądów administracyjnych potwierdza, że gmina ma prawo kształtować politykę sprzedaży swojego majątku i może wyłączać część lokali ze sprzedaży, jeśli uznaje to za uzasadnione gospodarowaniem zasobem.
Bonifikata nie jest świętym prawem najemcy
Jeśli gmina sprzedaje lokal komunalny, może udzielić bonifikaty. Ale może, nie musi. To zasadnicza sprawa, o której bardzo często się zapomina.
Art. 68 ustawy o gospodarce nieruchomościami daje możliwość zastosowania bonifikaty przy sprzedaży lokalu mieszkalnego, ale pozostawia organowi swobodę decyzji co do jej wysokości i warunków. Innymi słowy: bonifikata nie wynika automatycznie z ustawy ani z samego faktu wieloletniego najmu.
Przez lata właśnie bonifikaty były głównym mechanizmem, dzięki któremu lokatorzy wykupywali mieszkania komunalne za ułamek ich wartości rynkowej.
Dla jednych było to sprawiedliwe domknięcie wieloletniego najmu i realna szansa na dojście do własności. Dla innych to wyprzedaż majątku publicznego za bezcen.
To właśnie ten spór doprowadził do projektu zmian, który dziś budzi tak duże emocje.
Trzeba też pamiętać, że nawet dziś bonifikata nie jest „prezentem bez warunków”.
Jeżeli nabywca zbywa lokal mieszkalny przed upływem 5 lat albo wykorzystuje go niezgodnie z celem uzasadniającym bonifikatę, gmina może żądać zwrotu bonifikaty po waloryzacji.
Ustawa przewiduje wyjątki, ale mechanizm ochronny istnieje właśnie po to, aby ograniczać sytuacje, w których lokal nabyty za preferencyjną cenę natychmiast staje się narzędziem zysku.
Sejm chce uciąć bonifikaty. To może być koniec pewnej epoki.
Procedowany w Sejmie projekt ustawy, zmierza do zniesienia możliwości stosowania bonifikat przy sprzedaży mieszkań komunalnych.
Kierunek zmian jest jasny: gmina ma przestać wyprzedawać lokale z dużymi rabatami, a zasób komunalny ma być chroniony jako narzędzie polityki mieszkaniowej, a nie stopniowo prywatyzowany.
Projektodawcy wskazują wprost, że obecny model prowadzi do uszczuplania publicznego zasobu i utrudnia realizację zadań mieszkaniowych wobec osób o niskich dochodach.
Z punktu widzenia polityki publicznej ten argument jest trudny do zignorowania.
Jeśli gmina sprzedaje mieszkania komunalne z ogromnymi bonifikatami, to sama zmniejsza pulę lokali, które mogłyby służyć kolejnym potrzebującym.
Z punktu widzenia najemców sprawa wygląda jednak inaczej. Dla wielu osób perspektywa wykupu mieszkania była przez lata elementem życiowego planu, a nie „okazją inwestycyjną”.
Właśnie tu zaczyna się prawdziwe starcie interesów: między ochroną zasobu publicznego, a oczekiwaniami wieloletnich lokatorów.
Na dziś trzeba jednak zachować precyzję: projekt nie obowiązuje. Jest procedowany, ale nie stał się jeszcze prawem. To oznacza, że bonifikaty nie zostały jeszcze automatycznie wycięte z systemu. Obowiązują nadal dotychczasowe przepisy, a gminy nadal funkcjonują w obecnym stanie prawnym.
W przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej alarmistycznych komunikatów sugerujących, że „wykup już się skończył”. To po prostu za daleko idący skrót.

Prowizja dla pośrednika pomimo braku sprzedaży.

Elżbieta Liberda        19 kwietnia 2026        Komentarze (0)

Jesteś pośrednikiem, czy darmową agencją reklamową ?

Przychodzi właściciel. Mówi, że chce sprzedać nieruchomość. Pośrednik siada do pracy. Robi zdjęcia. Przygotowuje ofertę. Redaguje i wykupuje ogłoszenia. Odbiera telefony. Prowadzi prezentacje. Sprawdza stan prawny. Analizuje dokumenty. Weryfikuje, jak najlepiej sprzedać, za ile i na jakich warunkach. Rozmawia z zainteresowanymi. Negocjuje. Czasem przez tygodnie. Czasem przez miesiące.

Klient tego wszystkiego nie widzi. Widzi tylko moment końcowy.

Telefon: „Mamy zainteresowanego”. I właśnie wtedy bardzo często zaczyna się problem.

Bo nagle sprzedający mówi: „Wie Pan co, jednak nie sprzedam”. Albo: „Sprzedam, ale już za wyższą cenę”. Albo: „Poczekajmy. Może za kilka miesięcy rynek będzie lepszy”. Jedno zdanie. I cała transakcja się rozsypuje. Pośrednik zostaje z kosztami, z wykonaną pracą, z czasem, którego nikt mu nie odda, i z bardzo gorzką prawdą: pracował, ale nie zarobił.

I teraz najważniejsze. To nie zawsze jest pech. Bardzo często to jest błąd w dokumentacji. Bo jeżeli pośrednik ma słabą umowę, źle skonstruowane zasady wynagrodzenia, brak protokołów uzgodnień, brak jasnych zapisów, co dzieje się w przypadku wycofania się klienta, zmiany warunków sprzedaży albo zablokowania transakcji przez samego właściciela, to nie prowadzi biura pośrednictwa. Prowadzi biuro reklamy. Na własny koszt. I na cudze życzenie.

Największy dramat zaczyna się wtedy, gdy w umowie wpisano pozornie niewinny zapis: 50% wynagrodzenia przy umowie przedwstępnej, 50% przy umowie przyrzeczonej. Brzmi znajomo? Owszem. I właśnie ten zapis bardzo często zabija możliwość skutecznego dochodzenia pieniędzy. Bo jeśli do przedwstępnej nie dojdzie, jeśli klient się rozmyśli, jeśli podniesie cenę, jeśli nagle „wstrzyma sprzedaż”, to pośrednik słyszy potem: „Ale przecież transakcja nie została zawarta”. A on już dawno wykonał ogrom pracy. Realnej, mierzalnej, kosztownej pracy. Tylko że bez odpowiednich dokumentów nie ma jak tej pracy obronić. To jest moment, w którym wielu pośredników rozumie za późno, że nie przegrywają dlatego, że źle sprzedawali. Przegrywają dlatego, że źle się zabezpieczyli.

Bez dobrych umów, bez procedur, bez protokołów, bez przemyślanych zapisów o wynagrodzeniu, pośrednik nie buduje bezpiecznego biznesu. Buduje system, w którym klient może korzystać z jego wiedzy, czasu, marketingu, kontaktów i pieniędzy… a na końcu po prostu powiedzieć: „jednak nie”. I wtedy wszystko staje się brutalnie proste: pośrednik pracował, klient skorzystał, a zapłaty nie ma. Właśnie dlatego tak mocno podkreślam znaczenie dokumentacji w agencji nieruchomości. Bo dobra dokumentacja nie jest dodatkiem. Nie jest „papierologią”. Nie jest nudnym załącznikiem do współpracy. To jest tarcza. To jest narzędzie do egzekwowania wynagrodzenia. To jest różnica między profesjonalnym pośrednikiem a osobą, która finansuje cudzą sprzedaż z własnej kieszeni. Dlatego organizuję warsztaty z dokumentacji w agencji nieruchomości. Po to, żeby pośrednicy przestali pracować za darmo. Po to, żeby wiedzieli, jak konstruować umowy, zapisy o wynagrodzeniu, protokoły uzgodnień i całą dokumentację transakcyjną. Po to, żeby bezpieczniejsi byli nie tylko oni, ale również ich klienci. Bo pośrednictwo to nie „wrzucenie ogłoszenia do internetu”. To odpowiedzialność, analiza, strategia i realna praca. A realna praca musi być chroniona.

Jeśli nie masz dobrych kwitów, nie masz zabezpieczenia. A jeśli nie masz zabezpieczenia, bardzo możliwe, że nie prowadzisz biura pośrednictwa. Tylko darmową agencję promocji cudzych nieruchomości. Jeśli chcesz naprawdę profesjonalnie działać, spać spokojnie i nie obawiać się że taki scenariusz Cię spotka – zapraszam do współpracy.

Czy „czysta księga wieczysta” naprawdę oznacza bezpieczną nieruchomość?

Elżbieta Liberda        15 kwietnia 2026        Komentarze (0)

Czy „czysta księga wieczysta” naprawdę oznacza bezpieczną nieruchomość?

Brzmi uspokajająco, ale w praktyce to jeden z najczęstszych błędów inwestorów.

Wielu kupujących patrzy wyłącznie na dział III i IV księgi wieczystej – brak wpisów = brak problemów

Tymczasem ryzyka często kryją się… poza księgą

Wyobraź sobie sytuację: kupujesz nieruchomość, księga „czysta”, wszystko wygląda idealnie.

Po czasie okazuje się, że:

• ktoś ma roszczenia do nieruchomości

• istnieje nieuregulowany stan prawny gruntu

• są problemy z dostępem do drogi

I nagle „pewna inwestycja” zamienia się w wieloletni problem

Kluczowy aspekt?

Due diligence to nie tylko księga wieczysta.

Co warto sprawdzić przed zakupem:

• stan prawny działki i historia własności

• dostęp do drogi publicznej

• miejscowy plan zagospodarowania lub WZ

• ewentualne roszczenia osób trzecich

• zadłużenie i sytuację właściciela

Dlaczego większość osób tego nie robi?

Bo skupiają się na „widocznym bezpieczeństwie”, a nie na realnym ryzyku

W praktyce to właśnie dokładna analiza pozwala:

• uniknąć kosztownych błędów

• znaleźć nieruchomości poniżej wartości

• wykorzystać problemy prawne jako przewagę inwestycyjną

Prawo w nieruchomościach nie wybacza skrótów.

Ale dla tych, którzy je rozumieją – daje ogromne możliwości!

Co można trzymać w piwnicy i na balkonach?

Elżbieta Liberda        13 kwietnia 2026        Komentarze (0)

Zbieractwo na balkonie, w piwnicy lub w lokalu to nie tylko „problem porządkowy”. To może rodzić realną odpowiedzialność prawną

W przestrzeni publicznej temat zbieractwa w budynkach mieszkalnych nadal bywa traktowany zbyt lekko. Często sprowadza się go do estetyki, konfliktu sąsiedzkiego albo prywatnych przyzwyczajeń właściciela lokalu. Tymczasem z perspektywy prawa, zarządzania nieruchomościami oraz ochrony interesów właścicieli innych lokali problem jest znacznie poważniejszy.

O tym zagadnieniu mówiła również Elżbieta Liberda w programie „Pytanie na śniadanie”, zwracając uwagę, że składowanie dużej ilości rzeczy na balkonach, w piwnicach, komórkach lokatorskich, na korytarzach czy nawet w samym lokalu może wpływać nie tylko na bezpieczeństwo mieszkańców, ale również na wartość nieruchomości i sytuację prawną wszystkich zainteresowanych.

W praktyce nie jest to więc wyłącznie kwestia „czyjegoś bałaganu”. To często problem, który może prowadzić do odpowiedzialności właściciela lokalu, konfliktów we wspólnocie mieszkaniowej, interwencji administracyjnych, a w skrajnych przypadkach także do postępowań sądowych.

Prawo własności nie oznacza pełnej dowolności.

Jednym z najczęstszych błędów jest przekonanie, że skoro balkon, piwnica czy lokal należą do właściciela, to może on korzystać z nich w sposób całkowicie dowolny. To nieprawda.

Prawo własności podlega ochronie, ale jednocześnie nie ma charakteru absolutnego. Właściciel nie może wykonywać swojego prawa w sposób, który narusza prawa innych właścicieli, stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi lub mienia albo wykracza poza dopuszczalne zasady korzystania z nieruchomości.

W budynkach wielolokalowych granica między „moją przestrzenią” a odpowiedzialnością wobec innych przebiega bardzo wyraźnie. Jeżeli sposób korzystania z balkonu, piwnicy lub lokalu:

  • zwiększa zagrożenie pożarowe,
  • powoduje zagrożenia sanitarne,
  • przyciąga gryzonie lub insekty,
  • utrudnia dostęp do części wspólnych,
  • oddziałuje na stan techniczny budynku,
  • obniża komfort korzystania z nieruchomości przez innych,
  • wpływa negatywnie na wartość sąsiednich lokali,

to przestaje to być wyłącznie „sprawą prywatną”.

Zbieractwo może rodzić odpowiedzialność właściciela lub posiadacza lokalu.

Nagromadzenie rzeczy w lokalu, na balkonie czy w pomieszczeniach przynależnych może prowadzić do wielowymiarowej odpowiedzialności.

Po pierwsze, może powstać odpowiedzialność związana z naruszeniem zasad prawidłowego korzystania z nieruchomości. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w których zachowanie właściciela lub lokatora wywołuje uciążliwości dla innych mieszkańców albo stwarza realne niebezpieczeństwo.

Po drugie, w określonych przypadkach może pojawić się odpowiedzialność odszkodowawcza. Jeżeli w wyniku zaniedbania dojdzie do szkody — na przykład pożaru, zalania, skażenia, rozprzestrzenienia się insektów, uszkodzenia części wspólnych albo pogorszenia warunków korzystania z innych lokali — poszkodowani mogą dochodzić swoich roszczeń.

Po trzecie, nie można pomijać aspektu administracyjnego i porządkowego. W zależności od skali problemu oraz jego charakteru w sprawę mogą zostać zaangażowane odpowiednie organy i służby, jeżeli pojawia się zagrożenie dla ludzi, mienia lub stanu sanitarnego nieruchomości.

Problem nie dotyczy wyłącznie bezpieczeństwa. Uderza także w wartość nieruchomości

Z perspektywy praktyki rynku nieruchomości jest to kwestia bardzo istotna. Właściciele lokali często dostrzegają problem dopiero wtedy, gdy chcą sprzedać mieszkanie albo oddać je w najem.

Kupujący i najemcy nie oceniają wyłącznie wnętrza lokalu. Analizują również budynek, części wspólne, piwnice, klatki schodowe, otoczenie oraz ogólny standard zarządzania nieruchomością. Widok zagraconych balkonów, składowisk rzeczy w piwnicach czy oznak długotrwałego braku kontroli nad porządkiem w budynku bardzo często wpływa negatywnie na decyzje rynkowe.

W praktyce może to oznaczać:

spadek zainteresowania ofertą,
wydłużenie procesu sprzedaży,
obniżenie ceny transakcyjnej,
pogorszenie wizerunku budynku,
utratę zaufania do wspólnoty lub zarządcy.

To szczególnie ważne w przypadku nieruchomości, które dla właścicieli stanowią podstawowy składnik majątku. Tolerowanie długotrwałego problemu zbieractwa może prowadzić do realnej utraty wartości ekonomicznej lokali.

Wspólnota mieszkaniowa, zarządca i właściciele nie powinni pozostawać bierni

Bardzo częstym błędem jest zwlekanie z reakcją. Mieszkańcy nie chcą konfliktu. Zarządcy liczą, że problem rozwiąże się sam. Wspólnoty odkładają temat, bo obawiają się eskalacji. To zazwyczaj zły kierunek.

W sprawach dotyczących zbieractwa brak reakcji często prowadzi do pogłębienia problemu. Z czasem rosną nie tylko uciążliwości, ale również ryzyka prawne. Im dłużej trwa taki stan, tym trudniej go później uporządkować — zarówno faktycznie, jak i formalnie.

Każda sprawa wymaga indywidualnej oceny, ale co do zasady nie należy ograniczać się do ustnych uwag czy nieformalnych próśb, jeżeli sytuacja ma charakter trwały albo niebezpieczny. W takich sprawach ogromne znaczenie ma odpowiednie udokumentowanie problemu i dobranie właściwej ścieżki działania.

W zależności od okoliczności konieczne może być:

przygotowanie formalnych wezwań,
ocena regulaminów i zasad korzystania z nieruchomości,
analiza zakresu odpowiedzialności właściciela lub lokatora,
zabezpieczenie materiału dowodowego,
wsparcie wspólnoty mieszkaniowej lub zarządcy w dalszych czynnościach,
przygotowanie do sporu sądowego albo działań przed właściwymi organami.

I właśnie w tym miejscu nie należy działać intuicyjnie.

To nie jest sprawa „do załatwienia po sąsiedzku”, gdy pojawia się ryzyko prawne

Wielu właścicieli, członków zarządów wspólnot czy zarządców nieruchomości próbuje samodzielnie reagować na takie sytuacje. Często jednak prowadzi to do błędów: źle sformułowanych pism, braku właściwego materiału dowodowego, działań zbyt późnych albo przeciwnie — działań podejmowanych bez podstawy prawnej.

Tymczasem każda nieprawidłowa reakcja może później osłabiać sytuację wspólnoty, zarządcy albo właścicieli poszkodowanych przez problem. W takich sprawach potrzebna jest nie tylko stanowczość, ale przede wszystkim poprawna strategia prawna.

Dlatego należy powiedzieć to wyraźnie:
jeżeli problem zbieractwa w budynku wpływa na bezpieczeństwo, porządek, stan nieruchomości albo wartość lokali, to jest sprawa, z którą należy zgłosić się do radcy prawnego.

Nie warto czekać, aż dojdzie do szkody, interwencji służb albo otwartego sporu sądowego. Im wcześniej sytuację przeanalizuje profesjonalny pełnomocnik, tym większa szansa na skuteczne i zgodne z prawem działanie.

Pomoc kancelarii ma tu kluczowe znaczenie

Sprawy dotyczące zbieractwa w nieruchomościach bardzo rzadko są wyłącznie „technicznym problemem porządkowym”. Najczęściej łączą w sobie elementy prawa cywilnego, prawa nieruchomości, odpowiedzialności odszkodowawczej, obowiązków właścicielskich oraz zasad zarządzania budynkiem.

W praktyce kancelaria może pomóc w:

ocenie sytuacji prawnej konkretnej nieruchomości,
ustaleniu, jakie obowiązki i uprawnienia mają właściciel, wspólnota, zarządca lub administrator,
przygotowaniu skutecznych wezwań i pism,
zabezpieczeniu dowodów,
opracowaniu strategii działania,
reprezentacji w sporach sądowych i przedsądowych,
wsparciu w sytuacjach, w których problem wpływa już na sprzedaż, wynajem lub wartość nieruchomości.

To ma znaczenie nie tylko dla wspólnot mieszkaniowych, ale również dla właścicieli lokali, inwestorów, zarządców i pośredników nieruchomości, którzy muszą umieć właściwie ocenić ryzyka związane z danym budynkiem.

Nie warto bagatelizować problemu

Zbieractwo na balkonie, w piwnicy lub w lokalu może prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji. To nie tylko kwestia estetyki. To problem, który może dotyczyć bezpieczeństwa pożarowego, odpowiedzialności cywilnej, relacji we wspólnocie, a także realnej wartości nieruchomości.

Dlatego w takich sprawach nie należy działać przypadkowo ani wyłącznie emocjonalnie. Potrzebna jest prawidłowa ocena prawna, właściwe pisma i dobrze zaplanowane działania.

Jeżeli w Twoim budynku występuje problem zbieractwa, który wpływa na bezpieczeństwo, porządek lub wartość nieruchomości, zgłoś się do radcy prawnego.
Tylko analiza konkretnego stanu faktycznego pozwala dobrać skuteczne i legalne rozwiązania.

Kancelaria Elżbiety Liberdy wspiera właścicieli, wspólnoty mieszkaniowe, zarządców oraz uczestników rynku nieruchomości w sprawach wymagających zdecydowanej i przemyślanej reakcji prawnej.
W tego typu sytuacjach zwlekanie zwykle tylko powiększa problem.